Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
CZAS DO NAJBLIŻSZEGO STARTU: Cyklo Gdynia MTB:

Koniec sezonu = Maraton Gdynia

Pamiętam jak rok temu, na poprzedniej edycji tego samego maratonu, który odbywał się również w październiku, temperatura oscylowała w granicach 23 stopni, podłoże było totalnie suche, aż się kurzyło. Jakże diametralnie inne były w tym roku warunki do ścigania … Nie dość że było bardzo zimno, to przez kilka dni poprzedzających start padał deszcz, w dniu startu również.



Kila słów o formule wyścigu, bo ta wydaję się bardzo ciekawa. Rok temu schemat ten się sprawdził. Ja osobiście uważam to za super pomysł, jazda na rundach 12 km, gdzie mieliśmy do przejechania 5 rund. Mowa oczywiście o najdłuższym dystansie. Formuła ta może i nie podobać się części z nas, ale na pewno jest ciekawa dla kibiców. Można obserwować praktycznie całą walkę na trasie, gdzie przejeżdżamy co około 30 min przez metę. Do organizacji wyścigu nie ma żadnych zastrzeżeń. Do tego dochodzą nagrody finansowe, które to wiadomo ściągają większą ilość zawodników, szczególnie tych „Profi”. I tak było tym razem, gdzie my amatorzy mogliśmy się sprawdzić i porównać do najlepszych. Długość wyścigu również uważam za bardzo rozsądną, mamy połowę października, koniec sezonu. Jest już duże zmęczenie startami, do tego błotnista trasa. Słyszałem głosy że jak na maraton to za krótko … Z tym się nie zgodzę. Bartek Banach który wygrał wyścig jechało około 2.30h i raczej nie narzekał. A zawodnicy pod koniec pierwszej dziesiątki bliżej 3h, pozostali dużo, dużo więcej. Więc to raczej nie jest mało.



Po starcie tradycyjnie zjazd, który od razu rozerwał grupę. Dalej się drapię po głowie, jak to się stało, że na takim prostym zjeździe straciłem kontakt z czołówką. Odjechali odpowiednio Bartek, Robert, Krzysztof Krzywy, Patryk Piasecki i Tomasz Marzec. Za nimi jechałem ja, niestety totalnie sam. W zderzeniu z takimi zawodnikami nie było absolutnie możliwości dogonienia czołówki. Rundę przejechałem oglądając się za siebie i czekając na wsparcie pozostałych zawodników. Myślałem że Maciek może będzie w stanie mi pomóc, ale niestety tempo było zbyt duże. Dogoniło mnie za to dwóch zawodników z Treka, Andrzej Wróbel i Sławek Wojciechowski. Kolejną rundę przejechałem razem z Andrzejem, z którym współpraca układała się bardzo dobrze. Niestety Sławek nie wytrzymał. W między czasie dogoniliśmy Partyka, który złapał kapcia. Po rundzie mocnej jazdy, odżyłem i postanowiłem pojechać mocniej już do mety. Tempo było na tyle wysokie, że pozwoliło mi wyprzedzić Tomka Marca, ale po defekcie minął mnie Patryk.



Wyścig wygrał Bartek, przed Krzysztofem, Robertem i Patrykiem. Ja zająłem 5 miejsce, czyli najwyższe na które tego dnia było mnie stać. Różnica pomiędzy wspomnianą czwórką, która to jest w ścisłej czołówce zawodników licencjonowanych a nami amatorami jest duża. Szczególnie na takiej ciężkiej trasie, gdzie jazda po ciężkim terenie, błocie szczególnie obnaża nasze braki treningowe. Nie ma się co łudzić, godziny spędzone na treningach w żaden inny sposób się nie nadrobić.



Tym startem kończę sezon 2012. Sezon pokazał że zrobiłem duży progres formy, praktycznie od połowy sezonu. Sezon który był jednym z najbardziej pechowych w mojej karierze, tej drugiej po powrocie J Defekty eliminowały mnie z walki o wysokie miejsca. Podium Open na Garmin Powerade MTB Maraton oraz Skandia Maraton były tak blisko, wystarczyło już tylko dojechać do mety … Nic to, mobilizuje mnie to tylko do dalszej walki. Już nie mogę się doczekać na sezon 2013 !!



Wyniki: http://w.sts-timing.pl/pliki/maraton.pdf
Relacja: http://www.mtbnews.pl/content/view/3850/1/
Foto: Teresa Bogdziewicz, Michał Rzeczycki
film: http://www.youtube.com/watch?v=0-7dj72puoE&feature=g-user-u