Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
CZAS DO NAJBLIŻSZEGO STARTU: Cyklo Gdynia MTB:

Kościerzyna Maraton – czyli jak ukryć słabość

Maraton w Kościerzynie jechałem już 3 raz z rzędu. Co roku byłem zawsze jedno miejsce wyżej, tym razem niestety również. Niestety ? bo apetyty były dużo większe.(5 miejsce, 4 miejsce i 3 miejsce ) Ale Organizm człowieka nie jest maszyną i bardzo często robi nam przedziwne psikusy.
Trasa maratonu generalnie jest płaska, ale na dystansie Mega – 60 km wychodzi około 700m przewyższenia, jeśli dodać do tego bardzo silny i zimy wiatr, wówczas wyścig robi się po prostu ciężki.

DSC00125

Założenie bardzo proste, walczymy o podium i zwycięstwo w kategorii. Zaraz po starcie, po pierwszym „szarpnięciu” poczułem w nogach niemoc … Dlatego plany musiałem bardzo szybko zweryfikować. Objawiało się to tym, że nogi bolały przy tętnie niższych o około 15 uderzeń niż zawsze. Od startu spokojne tempo dodatkowo mnie uśpiło, serce i nogi … Po około 2 km na grząskim piachu, jadąc na bezpiecznej pozycji, strzelam wzorowego „dzwona”. Przelatuje przez kierownice, totalnie sam. Jest coś takiego, co potwierdzi każdy zawodnik, jak nie idzie to przeszkadza wszystko, każdy kamyk na drodze, każdy piach, korzeń. Potykamy się o każdą szyszkę na drodze ! i tak ja zrobiłem :) Czołówka pojechała, zanim się pozbierałem, ustawiłem wykrzywioną kierownicę, minęło sporo czasu. Pomijam fakt, że w tym czasie zawodnicy z Bytowa od razu wystrzelili jak z procy i zaczęli nadawać mocne tempo. Szkoda, bo tak się nie robi. Tym bardziej że była to jedyna zmiana jak się okazało na całej trasie. Czołówkę dogoniłem, ale podczas pogoni widziałem że tętno i nogi cały czas nie pracują jak należy. Po kolejnych km, po kilku zaciągach wspólnie z Maćkiem zostało nas 5. I tak jechaliśmy do 42 km. Do tego czasu kilka razy mocno atakowaliśmy, ale moja niemoc a przy okazji dobre przygotowanie przeciwników nie pozwoliły nam odjechać. Wiedząc że mogę nie powalczyć o wygraną, zdecydowałem się na przygotowanie gruntu dla Maćka. Zaatakowałem na jednym z podjazdów, atak był na tyle mocny, że tym razem udało się nam odjechać. Zrobiliśmy przewagę w miarę bezpieczną, Maciek pojechał dalej a ja i moje ciężkie nogi postanowiliśmy zakończyć wyścig. Końcówkę pojechałem sam, na 3 pozycji. Po drodze minął mnie jeszcze jeden z zawodników z Bytowa. Ale najważniejsze że wygrałem kategorię. Plan wykonany. Natomiast z formy pała ! ale z taktyki i rozegrania wyścigu 5.

DSC00182

fot: Teresa Bogdziewicz

Wyniki:
http://www.domtel-sport.pl/insidethecode/files/3507-pl.pdf