Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
CZAS DO NAJBLIŻSZEGO STARTU: Cyklo Gdynia MTB:

Ostatnie starty szosowe 2015



Finał szosowej serii Tauron Lang Team Race odbył się w Bytowie, mieście gospodarza, czyli Pana Czesława Langa. Trasa bardzo ciekawa, wyznaczona pomiędzy jeziorami. Mocno selektywna, dystans bardzo długi z kilkoma podjazdami. Jedna runda co dla kolarzy czyni wyścig ciekawszym, niestety jest minusem dla kibiców, którzy widzą nas jedynie na starcie, a potem po długim czasie dopiero na mecie.





Od startu pierwsze 40-50 km to bardzo spokojna jazda, związana z jednej strony z dystansem , ale też wiatrem, który w tej części wyścigu wiał w plecy. Nie męczyłem nogi, bo wiedziałem że rywalizacja zacznie się na około 60-70km, kiedy to dojedziemy do pierwszych podjazdów. To właśnie na pierwszym podjeździe byłem inicjatorem głównej akcji, w której grupa podzieliła się na mniejsze. W pierwszej znaleźli się ciężko pracujący zawodnicy, ale niestety też tacy którzy jechali na „świadka”. Pomimo mocnego tempa na około 10-15 km dochodzi nas grupa. Na szczęście sprzyjają mocno pofałdowany teren oraz boczny wiatr pozwalając na zmęczenie przeciwników. Rozpoczynają się skoki. Ponownie trafiam w odjazd. W tym składzie wzorowy „podwójny” i ponad 50km/h pod wiatr daje nam coraz większą przewagę. W 7 osobowym składzie zbliżamy się do mety. Meta z góry, więc wiem, że ciężko mi będzie liczyć się na finiszu. Dojeżdżam na 4 miejscu w kat., ale co najważniejsze wygrywam klasyfikację generalną całego cyklu.



Tegoroczny cykl uznaję jako bardzo ciekawy. Etapy i dla górali i dla sprinterów. Trasy bardzo zróżnicowane i ciężkie. Najwyżej oceniam Rzeszów i Gdańsk. Niezmiernie cieszę się, że poza ostatnią edycją gdzie byłem czwarty, we wszystkich wcześniejszych udawało mi się zawsze stawać na pudle.

Mam nadzieje, że w przyszłym roku cykl będzie kontynuowany, bo zamierzam uwzględnić go w moich planach 2016.





Cyklo Gdynia - do trzech razy sztuka

W pierwszej edycji Cyklo 2013 miałem defekt - przebita opona podczas ucieczki wyeliminowała mnie z walki o podium. Cyklo 2014 – po wypadku, z ręką w gipsie trasę przejechałem jako kierowca sędziego głównego, a jak wiadomo „bez roweru się nie liczy” :) Cyklo 2015 – podejście numer trzy :) Wiedziałem, że jestem bardzo dobrze przygotowany, pozostawało unikać pecha.
Krótko po wygranej w Tauron, założeniem na ten start nie był wynik, ale zaznaczenie swojej obecności na trasie, czyli ataki i męczenie rywali. Nawet nie zakładałem miejsca na podium. Proszę zapytać moją Żonę Gosię, że po raz pierwszy przy pakowaniu nie zabrałem ciuchów na zmianę, co z resztą widać również na zdjęciach ;)





Wszystkie możliwe zapowiedzi fatalnej pogody tym razem okazały się trafne. Bardzo silny wiatr, zimo i deszcz. O ile z tego pierwszego bardzo się cieszyłem, to już zimo jest moim najpoważniejszym wrogiem.
Start honorowy na Skwerze Kościuszki i od razu zaczyna padać. Dojazd do stadionu Gdyńskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji , gdzie jest umiejscowiony start ostry.



Na pierwszym podjeździe pod Witomino zaczynają się ataki. Piotr Osiński i Mariusz Walentyn sprawdzają nogę i zaczynają wielokilometrową ucieczkę, ale grupa jedzie bardzo blisko i wszystko jest pod kontrolą. Jadę sobie spokojnie i bezpiecznie w „czubie” w kołach. Co chwilę z grupy pojawiają się ataki i tak doganiając ucieczkę dojeżdżamy do Koleczkowa. Tam wykorzystuję szansę, poprawiam i odskakuję sam, traktując to jako rozgrzewkę i zaczepkę dla innych. Wiem, że w takich warunkach akcja solo jest bez szans. Dojeżdżam do Kielna, oglądając się i kontrolując co się dzieje za moimi plecami. Grupa dogania mnie na wyjeździe z Kielna, dzięki temu przez ważnym podjazdem w Warznie jestem z przodu, dobrze rozgrzany, ale nadal świeży. Mój nos mnie nie zawiódł, bo na podjeździe pod Warzno atakuje Piotr Osiński, ja będąc wysoko momentalnie doskakuję do niego. Mamy bardzo niewielką przewagę, ale po krótkiej wymianie zdań podejmujemy decyzję, że czekamy na 2-3 zawodników. Za chwilę z grupy dołączają do nas Tomek Repiński i Michał Przybysz. Tym samym mamy super skład i „odpalamy wrotki”. Znając trasę, po małej analizie, wiem, że mamy dużą szansę sami dojechać do mety. Paradoksalnie w tym momencie przewagę daje nam bardzo silny wiatr, mocno już padający deszcz, miejscami wąska droga i ciasne zakręty. Ucieczce przy tych okolicznościach jest o wiele łatwiej jechać niż dużej grupie. W peletonie w takich warunkach ciężko się porozumieć i zebrać do gonienia, a pojedyncze odjazdy, który miały miejsce za naszymi plecami miały znikome szanse na dogonienie.







Cała nasza grupa jest wzorowa, nikt nie odpuszcza zmian. Tempo bardzo równe, bez szarpania na podjazdach. Przez większość trasy przewaga w granicach 2 min. Od około 80km zaczynam mieć poważne problemy. Organizm mam tak wyziębiony, że tętno spada mi o ponad 30-40 HR niż zwykle podczas ścigania. Dostaję drgawek, na tyle mocnych, że momentami nie mogę utrzymać kierownicy :( Podjazd pod NDW dzieli nas i pozostajemy we trójkę. Kawałek dalej w Bieszkowicach jest jeszcze gorzej. Zostajemy z Tomkiem, Piotr odjeżdża sam. Tego dnia jest zdecydowanie najlepszy i bezsprzecznie zasłużył na wygraną. Przyznam, że miałem kilka momentów, gdy traciłem kontakt z rzeczywistością i mało pamiętam sam dojazd do mety. Nie wiem jak i kiedy Tomek mi odjechał, brawa dla niego za siły do samego końca :)
Zajmuję 3 miejsce Open i wygrywam kategorię M3, pomimo że jestem najstarszym rocznikiem. Na mecie długo dochodzę do siebie, a z roweru nie jestem w stanie zejść sam. Do tej pory podziwiam wszystkich, ale to absolutnie WSZYSTKICH, którzy ukończyli ten wyścig. Najbardziej gratuluję tym, którzy jechali 4 czy 5 godzin, bo musieli zmarznąć jeszcze bardziej niż czołówka. Jestem też niezwykle bardzo DUMNY ze wszystkich moich Podopiecznych, dla których ten start był celem sezonu i wszyscy go zrealizowali z założonym w zimie wynikiem. Brawo Panowie !!!



Słowa uznania również dla mojego Taty, który jadąc na dystansie 40 km, wygrywa swoją kategorię i wykręca średnią prędkość ponad 35km/h !! Tak, tak w wieku 70 lat :) Można? Można!







Tym startem zakończyłem szosowe ściganie 2015. Sezon, w którym zrealizowałem 100% oczekiwań postawionych mi przez Nexus Team, co więcej kilka sukcesów dokładając w bonusie.

Powoli zaczynam myśleć o celach 2016 moich Zawodników i swoich. Jesienią zobaczymy się na kilku lokalnych imprezach MTB.

Fot:
Szymon Gruchalski
Marcin Lipiecki

Pełne wyniki:

http://cyklogdynia.com/wp-content/uploads/2015/09/125km-v2.pdf



 
 
Cyklo Gdynia 2015

Taki dziś był trening z Mistrzem Polski, Tomasz Marczynski

Posted by Bogdziewicz.com on 5 września 2015


Film: Trening dzień przed Cyklo z Tomkiem Marczyńskim, ambasadorem CYKLO i akktualnym Mistrzem Polski.