Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
CZAS DO NAJBLIŻSZEGO STARTU: Cyklo Gdynia MTB:

Aleee Urwał, czyli Finał Skandii

Ostatnie moje występy oraz dyspozycja stawiała mnie w gronie osób, którą mogą powalczyć o podium na Medio w Kat. Open. I tak było … prawie.

DSC00026

Finałowa Skandia, bardzo szybka. Dużo płaskich odcinków, wiatr, do tego chłodno. Wyścig do którego dobrze mieć kogoś do pomocy, właśnie na takich trasach bardzo przydaje się drużyna. Przewaga liczebna to już bardzo duży atut. Ja tego nie miałem, dlatego aby wygrać musiałem jechać bardzo mądrze, rozsądnie, oszczędzać nogę. Ale z drugiej strony musiałem zrobić mocną selekcję, aby nie dopuścić do finiszu. Plan zrealizowałem … do 3 km przed metą.

9f4ffda2623136aac7c71c67620500ea

Ale po kolei, start w 1 sektora. Kilku zawodnika z Corratec Team i BSA Pro Tour, to na nich musiałem zwracać największą uwagę, bo to właśnie oni mieli po kilku zawodników w peletonie. Od startu mocne tempo Tadka Korzeniewskiego, niezniszczalnego człowieka. Wstępna selekcja została pięknie zrobiona, zostają już praktycznie osoby liczące się i walczące o podium. Po pierwszej dużej pętli (45km) pozostaje już nas w stawce 5, dwóch zawodników BSA – Michał Ziułek i Artur Miazga, dwóch z Corrateca – Tadek i Bartek Kołodziejczyk no i ja. Na wyjeździe na szosę atakuje bardzo mocno, przewaga rośnie. Słyszę głos Artura, czekam na niego, ruszamy razem. I to miała być akcja na odjazd do mety, niestety zbyt spokojnie zaczęliśmy jechać. Dogania nas Bartek z Michałem. Tu zaczynają się schody, bo już mają przewagę liczebną. Co dokładnie wykorzystują, bo w miarę wypoczęty Michał atakuje i odjeżdża, chwila zawahania i zyskuje około 200 metrów. Szybka decyzja z Bartkiem i wiadomo że musimy gonić. Zawodnik BSA bez zmian, normalne bo takie są reguły i zasady w kolarstwie. Czuję się na tyle dobrze że czekam cały czas na odpowiedni moment. Uciekinier cały czas jest „na widelcu”. Mocniejsze pociągnięcie i mamy go. 4 km do mety, zaczyna się mały zjazd w wąwozie i podjazd. Atakuje, zjeżdżam szybko i robię przewagę. Wyliczyłem sobie,  że na podjeździe idę na maxa, dochodzę lidera, które pewnie i tak zmiany już mi nie da do mety. Ale w tej sytuacji i tak jestem w stanie powalczyć o zwycięstwo. Wszystko poukładane, kończy się wąwóz mam już przewagę, najeżdżam na duży patyk który leży na drodze, a ten tak nieszczęśliwie pęka tak, że jedna część wpada mi dokładnie w tylnie około. Aż blokuje mi całkowicie koło, zatrzymuję się. Niestety okazuje się że już jest za późno … hak wyrwany, przerzutka w kole … Do mety 2 km … Garmina zatrzymałem na 67 km, po 2h.09 minutach, przy średniej 30.5km/h ... Było bardzo szybko !! 

Fot: Teresa Bogdziewicz, Szymon Gruchalski

zdjęcie(1)