Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
CZAS DO NAJBLIŻSZEGO STARTU: Cyklo Gdynia MTB:

Piwniczna Zdrój i błotna masakra

Na wyścigu błoto samo w sobie nie jest złe, ale jeśli dodamy do tego padający deszcz, przenikliwie silny, lodowany wiatr, mgłę na szczytach, temperaturę 5-7 st., 2000m przewyższeń (dystans Mega) oraz Organizatora, u którego odcinek płaski to wróg - samo ukończenie wyścigu staje się nie lada wyzwaniem. Tak właśnie było na ostatniej edycji Volvo Powerade MTB Marathon w Piwnicznej Zdroju.



Sam start rozpoczynał się na wąskim odcinku o ponad 10% nachylenia. Tu mogę podać pewną ciekawostkę, bo jak zapewne wiecie „maraton z blatu” to moje słowa, które później zostały użyte do książki o takim samym tytule. Tym razem nawet ja musiałem się „złamać. Było tak stromo, że już na starcie stałem „ z małej” tarczy z przodu :)



Na wyścigu standardowo czołówka zawodników rywalizujących się na tym dystansie. Pojawił się nawet Mateusz Zoń z KROSS Racing i właśnie to on wraz z Albertem Głową odjechali na pierwszym podjeździe, uzyskując nad grupą pościgową sporą przewagę. W tej grupie byłem i ja. Niestety tego dnia od startu czułem, że nogi nie pracują jak należy, są ciężkie i zmęczone. W tygodniu sporo eksperymentowałem z treningami i bardzo możliwe, że właśnie to było przyczyną mojej słabszej dyspozycji. Na pierwszym podjeździe straciłem nawet kontakt z drugą grupą, w której jechali Wojtek Stawarz, Krystian Piróg oraz bracia Arek i Zbyszek Krzesińscy. Nie poddałem się jednak i walczyłem do końca.



Właściwie sam nie wiem jak, ale na zjeździe ich dogoniłem. Stało się tak, że na najdłuższym podjeździe tego wyścigu czułem, że ich tempo jest za mocne. Dlatego postanowiłem jechać spokojnie swoim tempem, kontrolując na Garmin-ie cienką, czerwoną linię, która już wtedy była mocno przekroczona. I to się okazało dobrym podejściem. Jechałem sam, ale starałem się nie tracić z oczu kolarzy przede mną. Wiedziałem, że czym bliżej mety, to właśnie ta grupa zacznie się rozrywać. Miałem racje. Na kolejnym zjeździe minęliśmy stojącego Alberta, który z powodu defektu tego dnia niestety stracił szansę na walkę o wygraną Open.



Rozpoczęliśmy ostatni podjazd, zbliżyliśmy się do grupy i minąłem mojego najgroźniejszego w kategorii rywala Krystiana. Walka naprawdę była niesamowita. Ostatnie km do mety to praktycznie przeciąganie liny, ale delikatnie i systematycznie odjeżdżam. Przede mną jedzie już tylko 3 zawodników Open. I tak docieram na metę. Do 3 miejsca Open tracę ponownie bardzo niewiele, bo na mecie widzę Arka. Wygrywam kategorię i to w tak ciężkich warunkach. Przy okazji utrzymuję pozycję lidera w M3, ale różnice są naprawdę minimalne.



Następna edycja w Korbielowie, ale to tego czasu zamierzam nadrobić pewne braki treningowe. Za tydzień będzie można zobaczyć mnie na wyścigu szosowym.
Wyniki Edycji :
http://www.sportchallenge.cz/pl/vybrat_zavod/vysledky?id_zavod=1305&id_startovne=130502
Wyniki generalka:
http://www.sportchallenge.cz/pl/vybrat_zavod/generalka?add=1301&special=&id_kategorie=2&kategorie=M3
Galeria:
http://bogdziewicz.com/1/21/104/385/563/Menu-nizej-Foto-2013-Powerade-Volvo-MTB-Marathon-2013-Piwniczna-Zdrój?PHPSESSID=e7d2f7f33b842a95c71ba16cc38deae4